karuzela

lunapark wyobraźni

kiedy pokazujesz mi bilety do lunaparku, uśmiecham się do siebie na myśl o wacie na patyku, gabinecie luster, strzelnicy z zakurzonymi maskotkami i kwiatami z bibuły. nosem wyobraźni czuję zapach popcornu z masłem i karmelem, widzę jakichś dziwnych przebierańców na szczudłach i kolorowe baloniki przywiązane do starego barakowozu.

okazuje się, że jestem zbyt retro dla ciebie.
że nigdy nie skonfrontowaliśmy swoich oczekiwań również wobec takich miejsc. ty wolisz zabrać mnie na rollecoastera, wsadzasz do ostatniego wagonika, w którym najbardziej trzęsie, bym na każdym zakręcie bała się, że wypadnę. sam wsiadasz przede mną, nie zapinasz pasów – przecież jesteś zwinnym kotem…
i wypadasz. osiem razy.

za pierwszym razem krzyczę, za drugim jeszcze bardziej. przy piątym jestem już spokojna – piąty raz to już przecież twój wybór. ten wyskok – bo przecież nie wypadek, nie wzbudza we mnie żadnych emocji. obojętność zabiła trwogę. nic nie poradzę na to, że lubisz się rozbijać. najwidoczniej jesteś uzależniony od adrenaliny. może tylko to wprawia w ruch twoje ospałe serce – szybki zastrzyk w żyłę, jak w filmie.

ja wysiadam.
wracam do swojej cukrowej waty, baloników w kolorach tęczy i jabłek na patyku. nie obchodzi mnie już, co zrobisz ze swoim życiem. zostało ci tylko jedno, kocie. i coś ci powiem: nie wysyłaj mi więcej biletów do lunaparku. nie znoszę rollercoasterów. nie wyzwalają we mnie pozytywnych emocji. ani zachwytu, ani uniesienia.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.