Nazywam się Viola Kuniej, prowadzę Studio Koincydencje.

Gdy w dzieciństwie pytano mnie, kim zostanę, gdy dorosnę, odpowiadałam, że pisarką i malarką – nigdy nie umiejąc wybrać pomiędzy nimi. I tak chyba zostało, bo teraz maluję aparatem, ale to słowo jest moim wiernym towarzyszem – robię zdjęcia rozmawiając z ludźmi.

Od ponad 20 lat piszę też dziennik, piórem. Jest to dla mnie rodzaj codziennej autoterapii oraz ocalania wspomnień od zapomnienia. Może przekażę kiedyś te dzienniki swej córeczce, a może nie.

Jestem mamą i jest to bardzo cenne doświadczenie. Uwielbiam patrzeć na świat oczami Ronji, chłonąć jej radość i energię. Żywiołowość ma w genach, to pewne.

Lubię też spotkania z ludźmi, którzy zmieniają mój światopogląd oraz podróże – bez nich usycham. Organicznie potrzebuję zmian perspektywy.
Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki i lubię grać na dziwnych instrumentach – totalnie intuicyjnie, choć znam nuty.

Lubię jeździć samochodem, medytować, świadomie oddychać i tańczyć. We wszystkim, co robię staram się być w teraźniejszości i praktykować uważność.

Moje ulubione słowa: równowaga, sprawczość, wibracja.
Czego nie lubię? Narzekania, nietolerancji oraz papierosów. I jak słońce świeci mi w oczy, a nie w plecy.

PS. Jestem uzależniona od lasu i roślin i mam w domu dżunglę.

Nie pracuję konwencjonalnie. Jeśli chcesz wiedzieć, jak sprawiam, że na moich zdjęciach ludzie wyglądają naturalnie i prawdziwie, przeczytaj jak pracuję i zapoznaj się z ofertą.