Nazywam się Viola Kuniej, prowadzę Studio Koincydencje.
Koincydencje to widzialne ślady niedających się znaleźć zasad. Są stale obecne w moim życiu – odkąd sięgam pamięcią. Dlatego moje Studio Fotograficzne nie mogło nazywać się inaczej – w końcu to otwartość i wyczulenie na synchroniczność zaprowadziły mnie do miejsca, w którym się znajduję.

Pewnego dnia, będąc w ciąży z moją córeczką Ronją, spacerowałyśmy (jak zawsze) po lesie i znalazłam kawałek kory w kształcie serca. A może to Ronja je znalazła? Zabrałam je ze sobą i postawiłam na półce, gdzie czekało ponad 3 lata. Tak powstało moje logo. Bystre oko dostrzeże w nim nie tylko przesłonę aparatu, ale i inicjały. Gdyby nie moja córeczka, nie byłoby tego spaceru, tego znaleziska oraz tej historii.

Jestem socjolożką i zbieraczką spotkań i historii. Fotografuję i piszę, bo lubię zamieniać emocje w słowa i obrazy.
W obrazach cenię sobie malarskość i opowieść.
Opowiedzieć zdjęciem to, czego nie da się wyrazić słowami – to ideał.
Opowiedzieć zdjęciem historię, którą każdy człowiek odczyta inaczej – poprzez swoją własną wrażliwość, to jest mój cel, do którego chcę dążyć.

Gdy w dzieciństwie pytano mnie, kim zostanę, gdy dorosnę, odpowiadałam, że pisarką i malarką – nigdy nie umiejąc wybrać pomiędzy nimi. I tak chyba zostało, bo teraz maluję aparatem, ale to słowo jest moim wiernym towarzyszem – robię zdjęcia rozmawiając z ludźmi.

Od ponad 20 lat piszę też dziennik, piórem. Jest to dla mnie rodzaj codziennej autoterapii oraz ocalania wspomnień od zapomnienia. Może przekażę kiedyś te dzienniki swej córeczce, a może nie.

Jestem mamą i jest to bardzo cenne doświadczenie. Uwielbiam patrzeć na świat oczami Ronji, chłonąć jej radość i energię. Żywiołowość ma w genach, to pewne.

Lubię też spotkania z ludźmi, którzy zmieniają mój światopogląd oraz podróże – bez nich usycham. Organicznie potrzebuję zmian perspektywy.
Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki i lubię grać na dziwnych instrumentach – totalnie intuicyjnie, choć znam nuty.

Lubię jeździć samochodem, medytować, świadomie oddychać i tańczyć. We wszystkim, co robię staram się być w teraźniejszości i praktykować uważność.

Moje ulubione słowa to: ikigai, sprawczość, flow.
Czego nie lubię? Narzekania, nietolerancji oraz papierosów. I jak słońce świeci mi w oczy, a nie w plecy.
Stworzyłam własną definicję sukcesu i czuję się szczęśliwa, żyjąc w zgodzie z własnymi wartościami.
Moja praca jest jednym z elementów tego sukcesu i idealnie wyraża moją osobowość.

PS. Jestem uzależniona od lasu i roślin i mam w domu dżunglę.

Nie pracuję konwencjonalnie. Jeśli chcesz wiedzieć, jak sprawiam, że na moich zdjęciach ludzie wyglądają naturalnie i prawdziwie, przeczytaj jak pracuję i zapoznaj się z ofertą.

(English below)

My name is Viola Kuniej, I am the owner of Studio Koincydencje. Coincidences are visible traces of unattainable rules. They are constantly present in my life – since I can remember. That is why my Studio could not be called in another way – after all, it was openness and sensitivity to synchronicity that led me to the place where I am now.

One day, being pregnant with my daughter Ronja, we were walking (as always) in the forest and found a piece of heart-shaped bark. Or maybe Ronja found it? I took it with me and put it on the shelf, where it waited for over 3 years. This is how my logo was created. A sharp eye will see in it not only the camera shutter, but also the initials. If it wasn’t my daughter, this walk and this find – this story would not have happened.

I am a sociologist and collector of meetings and stories. I photograph and write because I like to convert emotions into words and pictures.
I appreciate paintings and stories in photography
Telling by the picture of what cannot be expressed in words is an ideal.
Telling by the photo of the story that everyone reads differently – through his own sensitivity, this is my goal that I want to pursue.

When I was asked as a child who I would become when I grew up, I replied that I was a writer and painter – never being able to choose between them. And it probably stuck, because now I paint with my camera, but this word is my faithful companion – I take pictures while talking to people.

For over 20 years I have also been writing a diary, with a pen. For me, it is a kind of daily self-therapy and saving memories from oblivion. Maybe I will pass these journals to my little daughter one day, maybe not.

I am a mother and it is a very valuable experience. I love seeing the world through Ronja’s eyes, soaking up her joy and energy. Vigor is in his genes, that’s for sure.

I also like meeting people who change my worldview and traveling – without them I dry up. I need perspective changes organically.
I can’t imagine my life without music and I like to play strange instruments – totally intuitive, although I know the notes.

I like to drive a car, meditate, breathe consciously and dance. In everything I do, I try to be in the present and practice mindfulness.

My favorite words: ikigai, causative power, flow.
What I do not like? Complaints, intolerance and cigarettes. And as the sun shines in my eyes, not in my back.

I have created my own definition of success and I feel happy living in line with my own values.
My job is part of this success and it expresses my personality perfectly.

PS. I am addicted to forest and plants and have a jungle at home.

I don’t work conventionally. If you want to know how I make people look natural and real in my photos, read about how I work and see the offer.