proste życie

Uważam, że zdrowo jest być samemu przez większość czasu. Przebywanie w towarzystwie, nawet najlepszym, szybko staje się nużące i wyczerpujące. Uwielbiam być sam. Nigdy nie spotkałem przyjaciela, który byłby równie przyjazny jak samotność. Jesteśmy zwykle bardziej samotni, kiedy wychodzimy między ludzi, niż kiedy zostajemy w domu. 

— Henry David Thoreau „Walden, czyli życie w lesie”

 

– lubisz chałwę?
– bardzo
– a muzykę jaką lubisz?
– islandzką, mroźną jak serca moich byłych
– koty lubisz?
– lubię zwierzęta bardziej od ludzi
– a góry? góry lubisz?
– lubię wszystkie miejsca, gdzie można posiedzieć w ciszy

– to super. jest szansa
– myślisz?
– jasne, że tak. możesz być szczęśliwy
– już jestem

– co jeszcze lubisz?
– ciebie lubię

– żartujesz sobie?
– nie, dlaczego?
– usiłuję przekazać ci coś ważnego
– ja tobie również

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

złote myśli

Michael Jackson nie żyje
Whitney Houston nie żyje
Prince nie żyje
David Bowie nie żyje
George Michael nie żyje
Tina Turner nie żyje
aaa nie, ona jeszcze żyje
umarli prawie wszyscy, których dzieciaki w podstawówce wpisywały mi w Złotych Myślach (taki zeszyt z pytaniami na różne tematy), w pytaniu o ulubionego wokalistę.

Thomas Anders z Modern Talking wystąpił w Sylwestra w Katowicach. kochałam się w nim w trzeciej klasie.

a to się porobiło.
życie to jednak zaskakujące jest.

nagraliśmy w dzieciństwie podwórkową kasetę z piosenkami.
od dwóch dni coś się słabo czuję.

a przecież smog całe życie taki sam.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

tato, zbuduję ci robota

na początku była chłopcem.
jadła kiszoną kapustę, kwaśno-gorzkie grejpfruty i piła litry wody z cytryną. to było pyszne! cieszyła się, że już niedługo będzie grała z tatą w piłkę, chodzić na wyprawy do lasu i budować tamy dla bobrów, rozpalać ognisko i piec na nim rybę.

ale później coś się stało, zaczęło jej się robić duszno, niewygodnie i zaczęła słyszeć dziwne rzeczy. na przykład to, że kobiety, które mają więcej, niż jednego partnera w życiu, to kurwy. że kobiety o moralności mężczyzn to dziwki. że nie mają prawa decydować o swoim ciele, gdy są w ciąży, bo są tępe, a ich ciało jest świętym inkubatorem. a tym bardziej nie powinny chodzić na coś, co nazywali czarnymi marszami. że mają rodzić chore dzieci, nawet jeśli nie pożyją dłużej, niż parę dni. że mają je rodzić w bólu, bo natura tak chciała od wieków. że kobieta, która normalnie pracuje i ma swoje pieniądze, ma znosić pytania „partnera” dlaczego nie zrobiła obiadu i nie schowała jego wypranych majtek do szuflady, skoro już wyschły. że jest szmatą, bo ma wśród znajomych również mężczyzn i rozmawia z nimi na błahe tematy, zamiast zająć obsługą tegoż „partnera”.

i wtedy jej się odechciało. odechciało się jej być chłopcem. nie podobał jej się ten męski hormon i przestała go pobierać. testosteron nie był czymś, co sprawiało przyjemność i było przyjazne.

zaczęła wykonywać mocniejsze ruchy, kopać na oślep z całej siły, jakby chciała wyjść z kokonu i powiedzieć: nie chcę być chłopcem! jak mogę być chłopcem, skoro bycie chłopcem jest takie proste?
chcę być dziewczynką.
chcę być małą słodką istotką, która w przedszkolu przebierze się za Zorro, a nie za królewnę. która będzie się bawić autkami (jak jej mama  w dzieciństwie), a pod choinkę dostanie zestaw małego chemika, a nie zestaw naczyń i sprzętów AGD. która za kilkanaście lat zbuduje i zaprogramuje swojemu tacie robota i ten robot będzie sam chował bieliznę do komody, a najpierw ściągnie ją z suszarki. która pobiegnie z bratem na łąkę i ten brat będzie ją uczył kopać piłkę wysoko, wysoko do góry, albo z przewrotki. bo słyszała, że tak umie. dlatego już zaczęła ćwiczyć kopnięcia, jest w tym dobra.

mamo, słyszysz? będę dziewczynką! mamy przecież tak dużo do zrobienia… musimy przebudować ten smutny świat, który wciąż sprawia ludziom tyle przykrości. nawet tym, którzy podobno się kochają, a jakoś ciągle nie umieją być ze sobą. tym wszystkim smutnym paniom, które postanawiają być same, bo tylko wtedy mogą być sobą i czuć się szczęśliwe i spełnione. i tym smutnym panom, którzy miotają się między swymi biologicznymi i społecznymi uwarunkowaniami, które są ze sobą sprzeczne.

dobrze, maleńka, bądź.
czekam na ciebie.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

coraz mniej

zabawne, że był czas, gdy radował go fakt, że kupił sobie szczoteczkę do zębów za pięć złotych, a teraz kupno elektrycznej cieszy go dwa dni.
zabawne, że umiał oddać się czytaniu książek z taką pasją że koleżanka w podstawówce napisała o tym wierszyk: gdzie jest On z tamtych lat? z książkami poszedł w świat.
zabawne, że nigdy nie przychodziło mu wtedy  do głowy, że jest nieszczęśliwy, bo nie ma dziewczyny, a wszyscy kumple już mają.
a później coś pierdolnęło i zmieniło mu mózg w papkę. i już nigdy nie czuł się tak, jak będąc dzieckiem czy nawet nastolatkiem.
dorosłość objawiła się ciągłym poczuciem niepokoju, niepewności, jakimiś chorymi emocjami. dziwnymi oczekiwaniami, że druga osoba spełni jego oczekiwania i będzie żyła według jego prawilnych zasad.  niepotrzebnymi aktami zazdrości, gdy tak się nie działo.

pewnego szarego poranka obudził się dziwnie wcześnie i pomyślał, że jeśli to prawda, że życie zatacza krąg co 18 lat (a może co 9, ale na jedno wychodzi), to może warto wrócić do pewnych dobrych przyzwyczajeń? może jest jeszcze szansa, by poczuć to, nad czymś we wczesnej młodości nie trzeba się było nawet zastanawiać?
zachwyt.
wdzięczność.
szczęście.

przecież wszystko jest tylko nawykiem, który można wyćwiczyć.

tylko czym ma się zachwycać, gdy deszczowa szarówka przytłacza myśli, niewyspanie powoduje ból głowy, a szef/kobieta/facet/dziecko/pani w sklepie drze codziennie ryja, bo tak lubi?
za co ma być wdzięcznym, jeśli nic ciekawego go nie spotyka, kasy brak, a jego stary samochód znowu rozkraczył się na drodze?

a co jeśli tak naprawdę to wszystko nie ma żadnego znaczenia? jeśli to, co go spotyka, całe jego otoczenie, wcale nie wpływa na niego tak, jak sobie to wmawia? jeśli to on kontroluje swoje nawyki, postrzeganie i odczuwanie cierpienia? jeśli to panujący system/matrix usiłuje wmówić mu, że jest nieszczęśliwy, bo czegoś nie posiada, gdzieś nie był, czegoś nie widział, nie jest z KIMŚ? że jest gorszy, bo jest za gruby/ za chudy/ ma za duży nos/ za krótką brodę/ za niebieskie oczy/ jest za niski/ za wysoki?

co wtedy?

wtedy okaże się, że dawno temu podskórnie wyczuwał, że jest panem swojego życia, swojej przyjemności i swojego odczuwania szczęścia.
bo wystarczyło słońce za oknem, by czuć radość, że może pobiegać. bo ma nogi, ręce, bo umie się poruszać. bo czuje zapach trawy i to cholerne słońce świeci mu prosto w twarz. albo kapie na nią deszcz i on też jest fajny.
bo może pojeździć na rowerze i nie potrzebuje do tego nikogo. bo może wziąć książkę, albo komiks i na trawie/balkonie/w fotelu czytać ją i czytać. że nie czujesz głodu, gdy jesteś w krainie wyobraźni.

dlaczego tak łatwo o tym zapomniał? dorósł? dojrzał? taaa…
dlaczego pozwolił wdrukować sobie te wszystkie: tak trzeba, co ludzie powiedzą, no jak tak można, nie masz jeszcze najnowszego smartfona?, naprawdę masz tylko trzy pary butów? nie masz instagrama/fejsbuka? to jak ty egzystujesz? nie byłeś nigdy w Tajlandii/Egipcie? nie jesz jarmużu? jesz mięso? nie jesz mięsa? itp. itd.
dlaczego czuje pod skórą, że coś jest nie tak, że cofnął się w rozwoju, pomimo ukończenia kilku szkół po drodze, zdobycia prawka, zatrudnienia w stabilnej firmie, znalezienia żony i rozmnożenia się? czy nie o takim życiu marzył?

na szczęście była sobota i mógł kontynuować rozmyślania, pomimo, że powoli zaczynał czuć ssanie w żołądku. zadawał pytania w swojej głowie, ale kto miał na nie odpowiedzieć, nie wiedział.
dlaczego jest tak, że dopiero, gdy nagle „znikąd” pojawia się jakaś choroba, umiera ktoś ważny dla ciebie, albo po przeczytaniu jakiejś książki, zobaczeniu filmu, doświadczenia czegoś mocniejszego, niż zwykle, doznajesz chwilowej iluminacji? i wtedy przypominasz sobie coś, co dawno temu wiedziałeś, ale pozwoliłeś sobie zapomnieć?
przypominasz sobie, że żaden człowiek nie da ci szczęścia, jeśli sam się o nie nie zatroszczysz. że jedynym człowiekiem, który może dać ci szczęście jesteś ty sam. że ci, którzy odbierają ci energię do życia, energię twórczą, energię do radości i czucia się dobrze, powinni odejść precz. wraz ze swymi niestrawionymi problemami (trudno cokolwiek naprawić, jeśli się ma zerową samoświadomość), razem ze swymi psychozami, paranojami, czy ego wielkości sekwoi. pan z nimi, nie z duchem twoim.
zaśmiał się w duchu z tego porównania, bo fraza ta również została wdrukowana mu bardzo dawno temu.
jak może być szczęśliwy, będąc w związku z kimś, przy kim nie jest sobą? kto żyje według norm społecznych, którymi on gardził od zawsze? kto oczekuje od niego wypełniania obowiązków, na które nigdy się nie godził, bo nigdy ich wspólnie nie przedyskutował? albo mówił przez chwilę jego językiem, a później postępował zupełnie inaczej?

wyszedł na balkon, zapalił papierosa i obserwując wstający dzień, kontynuował rozważania. już nie myślał tylko o swoich doświadczeniach i rozterkach, ale wrócił do tematu, którym interesował się niegdyś bardzo dogłębnie. napisał o tym nawet pracę magisterską (sic!).

a jeśli szczęścia nie da ci drugi człowiek, jak możesz sądzić, że da ci je jakakolwiek rzecz? jeśli całe życie spełniałeś oczekiwania innych, rodziny, społeczeństwa, religii… to co się dziwisz, że nagle budzisz się z ręką w nocniku? że tak naprawdę to ciebie nie ma? co jeśli całe życie poświęciłeś na inwestowanie w swój wygląd (fitnessy sritnesy, siłki, hybrydy, rzęsy, szmaty co sezon nowe, samochody dla sąsiada, gazety i seriale dla debili, gadżety i inne pierdoły), a swój mózg potraktowałeś jak kloakę? czy nie rozumiesz, że ciemnymi i słabymi ludźmi łatwiej jest sterować? że twoje potrzeby, to tak naprawdę nie twoje prawdziwe odczucia, lecz zaprogramowane przez specjalistów, rozdmuchane do granic możliwości fantasmagorie?
system cię wessał.

budzisz się czasem w nocy i wiesz o tym, ale nad ranem wydaje ci się to tylko głupim snem. wstajesz do pracy, wypijasz kawę i życie toczy się dalej… czekasz do piątku, weekend mija, nawet nie wiesz kiedy i od poniedziałku znowu to samo. trybik w pierdolonym mechanizmie kupowania, obłudy i ułudy. tu śmieszny kotek na fejsie, tam jakaś tępa laska z mejkapem grubości dżemu truskawkowego na twarzy… koleś z durnym kucykiem, przekonujący cię, że tylko kredyt sprawi, że święta będą nie-za-pom-nia-ne!
fajka, alkohol, dragi, zumba, bieganie, chipsy i snickers przeganiają chwile, kiedy twoja świadomość próbuje walczyć. programy w twojej głowie, jak w pralce. który dziś ci włączono? odwirowanie?

czasem poziom cukru, dopaminy i serotoniny spada, dostajesz delirki, a w głowie pojawia się pytanie: borze liściasty, gdzie jest przycisk STOP?

teraz też dostał delirki, z zimna. wrócił do pokoju, włożył bluzę i z tyłu głowy usłyszał głos:

poszukaj go w sobie.
jesteś tylko tu i teraz. przeszłość minęła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła.
żyj po swojemu. kochaj siebie i swoje ciało, jakiekolwiek ono jest. bo jest piękne i doskonałe. a ty nie jesteś swymi błędami, ani emocjami. nie żałuj, że ich doświadczasz, bo one przybliżają cię do samoświadomości. walcz ze złymi przyzwyczajeniami i nawykami, to one kształtują ciebie, twoje myślenie, wzorce i życie.

nic nie musisz. nawet być szczęśliwy.
ale możesz.

spojrzał na śpiącą w łóżku kobietę i już wiedział, co zrobić.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

 

twardziel

(…) Nie interesuje mnie w jakim jesteś wieku.
Chciałbym wiedzieć czy zaryzykujesz wizerunek głupca w imię marzenia lub miłości lub przygody bycia żywym (…)

„The Invitation” by Oriah Mountain Dreamer
tłum. T. Jaksik

czasem musi przypiec ranę nad ogniem, czasem wystarczy dotknąć ją tylko rozżarzonym patykiem i zrobić pssss… by poczuć wszystko znów tak mocno i zejść na samo dno, do oczyszczenia. trwa to przecież tylko chwilę, później jest już dobrze. do kolejnego razu, kiedy znowu pozbiera różne kawałeczki słonych wspomnień w jedną całość i spowoduje erupcję. czasem musi użyć do tego victorinoxa, dziabnąć mocniej i zobaczyć krew. i przechodzi.

daje sobie na to jeszcze parę tygodni i ma się skończyć. tyle jest w stanie wytrzymać. przecież nie zdarzy się nic, co odwróci ten scenariusz, tego jest pewien. będzie twardy, w końcu nie jest pizdą w rurkach. nigdy nie był, dlatego go wybrała. odwieczne prawo przyciągania działało w ich przypadku niemalże książkowo. tylko silny samiec ma branie u kobiet, są do tego biologicznie zaprogramowane. oczywistym jest, że żadnej miłości nie ma, jest tylko chemia i biologia. miłość romantyczna to wymysł debilnego systemu, w którym żyją. ten, kto tego nie rozumie, przegrywa. jest miękkim fiutem, ciepłą kluchą, która daje sobą pomiatać kobiecie. taka jest prawda.

więc wyrzuca wszystko, co może ją przypominać, robi format umysłu i czeka. już nie chce być alfą i omegą, chce być tylko alfą. samcem alfa. czuje w trzewiach, że nie ma innej drogi, by zachować niepodległość własnego ego. jego duma nie pozwala na nic innego. to ona, kobieta, ma prosić o łaskę i przebaczenie, zgodnie z odwiecznymi zasadami. on jest na to zbyt dumny, zbyt niezłomny. więc zaczeka, choć jeszcze nie wie, że nie ma na co.

bo ona już wie, że tam, gdzie jest duma, nie ma miłości, jest tylko biologia i chemia. dlatego kupuje nowy zegarek, ustawia na nim godzinę zero i zaczyna nowe życie. z nowymi pomysłami, nowymi książkami i starymi przyjaciółmi. tymi, których waleczny wojownik nie był w stanie odstraszyć.

na jej nadgarstku, na czerwonym sznurku, pojawia się mała, złota dziewczynka. uśmiecha się do niej i robi fikołki, które są jak muśnięcia motyla na skórze .

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.