dom zły

zaczynasz budować dom od zakupu drzwi, które zamykasz jej przed nosem. wiele lat później, siedzisz w tym domu i dziwisz się, że do drzwi nikt nie puka, a takie sobie ładne zamontowałeś, drewniane. wycieraczka jest zawsze czysta. zastanawiasz się, jak wyglądało by na niej błoto pozostawione przez żółte kaloszki.

a może nie siedzisz w domu, tylko w jakiejś piwnicy, jak szczur, obgryzając czerstwy chleb i porastające ziemniaki. to też jest możliwe, w końcu masz doświadczenie z piwnicami.
w sumie nie ma to znaczenia, miejsce jest tutaj nieważne. najważniejsze jest to, że czujesz się…
jak się czujesz?

nie czujesz się.
zginąłeś na wojnie, z samym sobą.

 

ona, gdy ktoś czasem pyta o ciebie, mówi, że dom zaczyna budować się od fundamentów.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

all exclusive

widziałam na wakacjach mamę z dwójką dzieci, która prawdopodobnie liczyła na odpoczynek po ciężkim roku (czy coś), ale chyba jej się to nie udało. mogę się oczywiście mylić, może ona akurat lubi być polewana wodą znienacka, lubi, gdy jej krnąbrny synek wjeżdża w nią z impetem wózkiem, albo niszczy książkę swymi gryzmołami. a może musi to lubić? może to jest sposób na przetrwanie z czterolatkiem? drugie dziecko, dziewczynka w wózku, na oko dwuletnia, była aniołkiem, równowaga w przyrodzie została zachowana.

pani zajmowała się dziećmi, nosiła wózek, płaciła obsłudze hotelu za noszenie walizek i za wynajem samochodu (all inclusive nie obejmuje tragarza, ani kierowcy), pacyfikowała smarkatego i znosiła jego zachcianki (nurkował godzinami w wodzie i jej torebce, w poszukiwaniu straconego czasu).

po kilku dniach dowiedziałam się, że pani jest włoszką, potwierdziła moje słuszne przypuszczenia (styl ubioru i sposób bycia miała uroczy). usłyszałam jak woła do synka, aby przestał się dąsać, bo zostało im jeszcze tylko kilka dni i wracają do domu, że ma, jak to ujęła, szanować czas, który tu spędzają. mały krzyknął coś w odpowiedzi i uciekł w krzaki, drapiąc sobie twarz i szyję.

zastanawiałam się, jak ona to wytrzymuje? jak ogarnia dwójkę dzieci, wyjazd na wakacje za granicę, siebie, swój idealny wygląd? byłam pełna podziwu i zapragnęłam ją o to spytać.

następnego dnia, gdy spotkałyśmy się przy lodach nad basenem, powiedziałam jej, że ma piękną sukienkę i że cała jest piękna, nawet, gdy się złości. uśmiechnęła się, podziękowała i zaprosiła mnie na filiżankę espresso doppio (takie siuśki tu dają, że sama piję triple, dodała). zapytałam, jakim cudem tak dobrze radzi sobie ze wszystkim? gdzie jest jej partner życiowy, ojciec jej dzieci? spojrzała na mnie z lekkim pobłażliwym uśmiechem i powiedziała:
jeśli chce się w tydzień naprawić to, co się psuło przez dwa lata, to raczej wychodzi z tego kupa, a nie wakacje życia, prawda? a ja nie oczekuję wakacji życia, tylko życia.

nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. podziękowałam za kawę, uśmiechnęłam się i poszłam popływać.
morze było spokojne i ciepłe, takie jak moje myśli o tej kobiecie.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

zimna wojna

mówisz, że tylko będąc daleko, czujesz, jak bardzo mnie kochasz, że wariujesz z tej miłości. ja udaję, że jest wręcz przeciwnie, że zapominam o tobie, a czas mi w tym pomaga.
ale to nieprawda.
sinusoida smutku, żalu, złości i innych negatywnych uczuć pojawiających się po rozstaniu wygląda inaczej u mężczyzn i kobiet. u kobiet kumulacja emocji występuje w pierwszych dniach po rozstaniu, a później powoli się rozładowuje. u mężczyzn na początku jest stan niemalże euforyczny, a później następuje załamanie i nastaje ciemność. jak się w tym smutku spotkać? jak nie być żurawiem i czaplą z wiersza Brzechwy?

(…) Tak już chodzą lata długie,
Jedno chce – to nie chce drugie,
Chodzą wciąż tą samą drogą,
Ale pobrać się nie mogą (…)

skoro fizycznie każdy mężczyzna na świecie, pasuje do każdej kobiety, natomiast psychicznie żaden mężczyzna nie pasuje do żadnej kobiety, to znaczy, że… pobrać się nie mogą. Zula z Zimnej Wojny Pawlikowskiego mówi: jeszcze nie narodził się ten, który by ze mną wytrzymał…

jak długo można prowadzić ze sobą zimną wojnę? ten miłosny wyścig zbrojeń? kosmiczny wyścig w łóżku? 3 lata? 12? 44…?

podobno prawdziwa miłość nie zna pojęcia czasu, więc nie odpowiem na to pytanie. jak być razem, gdy tak dużo nas dzieli, a jeszcze więcej łączy? gdy gubimy siebie w karuzeli wzajemnych oczekiwań, żalów, oskarżeń i niespełnionych obietnic? gdy nasz smutek i bezsilność pod postacią agresji, uderzają tak mocno i boleśnie, że mamy ochotę natychmiast od siebie uciec, by za dzień znowu wrócić? ile można stracić, w imię tej prawdziwej miłości, aby w końcu zrozumieć, że to, co uważaliśmy za piękne, mocne uczucie, które miało nas uskrzydlać, jest tak naprawdę toksyną zabijającą to, co w nas najlepsze?
wolność? najlepsze lata życia? narodziny własnego dziecka? wszystkie pierwsze razy, przy których nas nie było? palce, a więc i swoją życiową pasję, jak Wiktor? siebie samego? siebie nawzajem?

jeśli wizje naszych światów są tak odległe, że żadne nie jest w stanie zamieszkać na planecie drugiego, to nie ma znaczenia, czy to wschód, czy zachód, czy 30 metrów kwadratowych, czy też 100.  czy jemy makaron z sosem, czy obiad z trzech dań. gdy jest w porządku, wszystko smakuje. i wszędzie.

czy naprawdę trzeba się tak nawzajem okaleczyć, że jedyne, co ciśnie się na usta to: co myśmy sobie zrobili? tak wygląda prawdziwa miłość?
jedyna.
niepowtarzalna.
silna.
wyniszczająca.
toksyczna.
do grobowej deski.

ja wolę żyć.

***
wpis inspirowany filmem Pawła Pawlikowskiego pt. Zimna Wojna (2018). poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

trzynaście

czy pani wie, że właśnie przeżywa pani najpiękniejszy czas w życiu? – pyta pani fryzjerka, do której chodzimy od czasu, gdy byłaś jeszcze w brzuchu. tak, wiem – odpowiadam zgodnie z prawdą i zgodnie z własnym odczuciem. i chcę, by ten czas trwał jak najdłużej – dopowiadam. i tak sobie rozmawiamy co dwa miesiące, gdy przychodzę podciąć włosy, a ty towarzyszysz mi w każdej tej wizycie. można powiedzieć, że również jesteś stałą klientką pani B.

piękne jest to bycie sobą, ze sobą i bycie z Tobą. to już całe trzynaście miesięcy!  dzisiaj zrobiłaś pierwsze samodzielne kroki, w przedpokoju, od drzwi. obserwowałam Cię z bijącym sercem. cóż za radość! sama chodzisz!

robisz pa pa, na swój własny sposób – rączką do wewnątrz, nie na zewnątrz
zaczepiasz ludzi na spacerze i w sklepach, zarażasz ich swoja radością
ciągniesz Zenka za ogon
maszerujesz po przebudzeniu po mojej twarzy i skaczesz po brzuchu, jak na koniku
otwierasz wszystkie szafki i szuflady i wyciągasz z nich różne przedmioty (normalne zabawki są dla Ciebie nudne)
nie boisz się odkurzacza, nie boisz się wody, nie boisz się kota, bo jesteś tygRysiem!

ciekawe, co będzie dalej?

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

rzeczy do zrobienia

kubek z czerwonym sercem stłukł się podczas zbyt gwałtownej jazdy samochodem, albo zbyt gwałtownego przepakowywania po podróży. jego resztki niech będą wiecznym memento, nie wyrzucaj ich
(nigdy więcej nie pakować się do plecaka, kupić w końcu walizki, jak stateczna pani)

lecz to nie plecak zawinił, a oszalały kierowca, plecaki nie prowadzą samochodów
(nigdy więcej nie pakować się do samochodu z oszalałym kierowcą)

zniknęło mi serce, osunęło się w dół i czuję je pod lewym żebrem. myślę, że jest już w żołądku, to dobrze, niedługo je strawię i wydalę, będzie spokój
dwa drewniane, które powiesiłam na druciku, też zniknęły. dobre sobie, poszły na wycieczkę, albo ktoś je sobie przywłaszczył
(nigdy więcej nie wpuszczać złodzieja)

szczypie mnie w rękę, ciągnie za włosy i kopie po udach. boli
(nigdy więcej nie czuć bólu, wystarczy)

lubię deszcz, gdy jest mi ciepło i mogę go wąchać i kontemplować, a nie moknąć
(nigdy więcej nie czuć winy, gdy świeci słońce)

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.