palić

kupiłam czarną czapkę, na znak żałoby po utraconych nadziejach i głębokiego rozczarowania. głębokiego jak moje dziewięciomiesięczne wory pod oczami i jak naiwność dziecka idącego z nieznajomym na lody. jak nadzieja kogoś, kto wierzy w ananasy na wierzbie i czereśnie w kapuście. metafory te niewystarczająco oddają ducha tego żałosnego stanu, którego doświadczam.
więc wkładam tę czapę i idę na długi spacer. tak dawno nie wychodziłam z domu… rozczarowania należy palić, a nie balsamować, więc zrobię z nich ognisko.

***

uwielbiam to ciepło na twarzy. w blasku płomieni jakoś wyraźniej widzę, że wszystko zaczyna układać się, niczym kredki w pudełku. i choć niektóre są połamane, niektóre nienaostrzone, a jeszcze inne obgryzione, to pasują tam idealnie. każda ma swoje miejsce i ładnie grzechoczą, ocierając się o siebie. nie potrzebuję nowych, te są dla mnie idealne. bo moje.
umiem rysować nimi swoje światy i nikomu nie pozwolę zastąpić ich nowymi, ostrymi, pachnącymi. a nawet mazakami.
lubię stare drewno, stare podłogi, stare książki i samochody. niech sobie inni jeżdżą furami, kolorują flamastrami i czytają na kindlach. to nie mój świat, nie moje zapachy. najpiękniejszy zapach świata (oprócz zapachu R.), to zapach wspólnie wypitej kawy o poranku, wiosny za oknem i książki otwartej w połowie.

***

ten, kto chce lecieć rakietą przez życie, niech ląduje na swojej planecie, moja jest na to za mała. zmieści się na niej tylko jeden lis i jeden wulkan, róże nam tutaj nie są potrzebne. to najbardziej egoistyczne z kwiatów, przy nich każda inna roślina czuje się zraniona. niewystarczająca. zbyt zwyczajna.
róże dobrze prezentują się w pojedynkę, dumnie wznosząc swoją główkę w wyuczonej pozie. buńczuczność swą zachowują na zawsze – nawet gdy już smutno sterczą ich wysuszone na wiór truchła.

***

mam dziwne sny, dużo ich ostatnio. już dwa razy śniły mi się kobiety bez dłoni. same ich sobie raczej nie odcięły.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

 

 

notatki na marginesie

Niektórzy ludzie sprawiają, że chce się być kimś lepszym, niż się jest. Dzięki nim odkrywamy swoje prawdziwe znaczenie, prawdziwą tożsamość. Przy nich umiemy latać, przy innych nie da się nawet biec, można tylko stać w miejscu albo z trudem powłóczyć nogami.

Shirin Kader

jeśli związek z odpowiednią osobą jest wolnością, a nie ograniczeniem, to związek z nieodpowiednią jest jak przymusowe zesłanie do kolonii karnej. zapierdalasz z łopatą, kopiesz jakieś bezsensowne rowy czy tunele, jakbyś miał tylko udowodnić, że potrafisz. a potem dostajesz rozkaz, aby je szybciutko raz-dwa-trzy zlikwidować, bo przecież nie tu miały być, jeb plany się zmieniły, sroka porwała mapę topograficzną, a kruk zadziobał wielkiego kartografa. albo na odwrót. albo na wspak. więc latasz z taczkami, zasypujesz, wyrównujesz, siejesz trawkę, prawie kładziesz się na niej na kocyku z twarzą wyciągniętą w stronę słońca… a tu jeb znowu, zaczyna padać, ziemia zamienia się w błoto, usuwa spod kocyka, kret-gigant wciąga cię do swojego królestwa ciemności.
bo od tego latania stajesz się malutka, niczym Calineczka, już prawie cię nie ma. jesteś niepełnowymiarową wersją siebie.
czy pełnowartościową? nie wiem.

Patrzenie w głąb siebie i oglądanie wszystkich elementów kierującego tobą mechanizmu sprawia ból. Człowiek zawsze jest dużo brzydszy, niż sądzi, i bardziej samolubny, niż kiedykolwiek chciałby przyznać. Dlatego ignorujesz to, co masz w środku. Myślisz, że jeśli nie będziesz o tym myśleć, to tak, jakby to nie istniało.

 Tarryn Fisher

więc nie dopuszczasz do siebie myśli, że możesz nie mieć racji. twoja prawda chroni twój lodowy zamek zbudowany na pływającej krze. myśl o pomyłce tak cię przeraża, że wolisz odpłynąć wraz z krą tam, gdzie panuje wieczna zima, lodowacieją lądy i morza. z powrotem do plejstocenu. tam wyrzuty sumienia zamarzają w locie i już nic nie zmąci twego obrazu siebie. będzie piękny, niczym oblicze Doriana Graya. czy prawdziwy? nie wiem.

Aż pewnego dnia pojawia się ktoś, kto po prostu cię otwiera. Widzi wszystkie twoje mroczne zakamarki. Nie krytykuje cię jednak, lecz mówi, że to nic złego mieć w sobie takie miejsca.

 Tarryn Fisher

bo wystarczy kiedyś podejść bliżej, zamieszkać na południu i zamienić tę wieczną skamielinę w rwącą rzekę, która porwie wszystkie złe decyzje i odda je morzu.

Tylko ze strachu przed samotnością
Ta dziewczyna słodka w szorstkiej łupinie
Pomarańczowego swetra
Leci ku miłości jak ćma do świecy
Zdmuchnij chłopcze ten obłudny płomyk
Nie funduj jej karuzeli lodów kina
Mając zamknięte serce nie otwieraj jej ciała
Jak różowego owocu: tylko ze strachu
Tylko ze strachu przed samotnością
Która przyjdzie i tak do ciebie
Zagubionego w tłumie jak ziarnko maku ślepe

Nauczmy się samotności
Aby siebie nawzajem nie krzywdzić

Tadeusz Kubiak

a kiedy zepsujesz już wszystko, co mogłeś zepsuć, zostaje ci już tylko jedna szansa na dobry uczynek. szansa na najlepszą decyzję, jaką podejmiesz w życiu. decyzją tą jest bycie samemu. tak, aby żadna inna osoba więcej nie mogła codziennie powtarzać „boże, jak ja się w te kazamaty wpierdoliłam?”

Jednym z wyznaczników zdrowia psychicznego jest umiejętność godzenia się z tym, czego nie możemy zmienić. Trzeba umieć opłakać stratę i iść dalej.

Nancy McWilliams

kupiłam nowy zegar.
w ciągu dwóch ostatnich lat kupiłam aż trzy – na ścianę, na rękę, a teraz budzik. szary, z betonu. moja podświadomość nie może dobitniej przekazać mi, że szkoda czasu na stanie w rozkroku i czekanie na coś, co nigdy nie nadejdzie. że czas pierdolnąć się tym betonem w głowę, chwilę poleżeć na podłodze (dobrze robi na kości), aby dośnić swój różowokolorowy sen, a następnie ocknąć się z tego letargu i pójść w zupełnie inną stronę, niż tak bardzo chciałam.
za bardzo?

sen mi rzekę przypomina, ciągle zmienną w swoim pędzie, śnisz, a jesteś jak marynarz, poddawany jej komendzie… doświadczenia łowisz w żagle, wzorem innych poławiaczy, ale nigdy nie odgadniesz, co dla ciebie los przeznaczył…
i tak toczą się zapasy, trwają boje i zabiegi ażeby nie wypaść z trasy, lub nie rozbić się o brzegi.

Victoria Shaw

gdy tak leżałam, śniło mi się jaskrawoczerwone słońce o zachodzie. taka olbrzymia kropka kończąca nigdy nie napisany poemat. poemat dla giganta.
a później obudziło mnie miauczenie kota, więc wstałam, dałam mu żreć i przeczytałam, jaką pogodę zwiastuje takie niesamowite słońce.
otóż:
„będzie mocno wiało, ale w końcu nadejdzie piękna pogoda”.

Jeśli zostałeś brutalnie złamany, ale wciąż masz odwagę, by być łagodnym dla innych, zasługujesz na miłość głębszą niż sam ocean

Nikita Gill

a ja lubię pływać na otwartych przestrzeniach, uspokajają mnie. baseny powodują natomiast klaustrofobię i natrętne myśli, czy aby wszyscy wzięli wcześniej prysznic? poza tym nigdy nie interesowali mnie ratownicy. wolę latarników, niosących światło. żeby być latarnikiem, dającym nadzieję, zapalającym innych, samemu trzeba płonąć… a nie ukrywać się w lodowych zamkach bez luster.

it’s better to burn out than to fade away
Neil Young

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

słoik słodkich wspomnień

kiedy była małą dziewczynką, jej babcia robiła przetwory na zimę, a ona pomagała opisywać słoiki. na plastrze opatrunkowym wpisywała kompot z wiśni, kompot z truskawek, jabłka do ciasta, gruszki z cukrem, ogórki pikle, dżem agrestowy, powidła ze śliwek – do tego dzień, miesiąc i rok. czasem dopisywała też dzień tygodnia i godzinę, dla hecy.
zjedli już wszystkie przetwory z tamtych czasów, babcia przestała je robić. za dużo z tym roboty, woli kupować gotowe w sklepie. ale to nie to samo. te z piwnicy były o niebo smaczniejsze. bardziej wyrafinowane?

***

puste słoiki stoją na zakurzonych półkach. czekają, aż ktoś znowu wykorzysta je w dobrych celach.
więc pewnego dnia bierze wiklinowy koszyk, który dostała w prezencie i schodzi do piwnicy. napełnia kosz szklanymi pojemnikami. ich nakrętki są przybrudzone, jej dłonie szybko stają się szare. jeden słoik jest szczególnie duży, musi wziąć go do drugiej ręki, bo nie mieści się do koszyka.
w domu skrupulatnie myje wszystkie słoiki, suszy je i zaczyna napełniać. wkłada tam wszystkie słodkie wspomnienia, nie chce wekować tych gorzkich i słonych. zgrabne, małe słoiczki, średnie, większe od kubka do kawy i kilka dużych, szklanych wiaderek z przykrywką. i ten największy, olbrzym o słusznej wadze, niczym mała beczułka z najprzedniejszym miodem.
później bierze plaster (a jakże!) i podpisuje na nim każde wspomnienie. na tych najmniejszych nakleja wszystkie dobre, miłe słowa, przytulenia znienacka, śmieszne historie opowiedziane, by rozbawić drugą osobę, pocałunki na powitanie i pożegnanie, dotyk jego rąk. do średnich włożyła długie rozmowy telefoniczne i mailowe (te z początków), wspólne śniadania, obiady i kolacje, przygotowane z miłością i staraniem, małe prezenty-niespodzianki, wspólne słuchanie muzyki i jeden taniec, jego ręce farbujące jej włosy. na dużych słoikach nakleja dyskusje o sensie życia, wspólne noce i poranki, gdy nie trzeba się spieszyć, gdy byli najbardziej sobą, obejmowanie ramionami, zmarszczki od śmiechu w kącikach oczu, widok śpiącego obok, pewien dzień sierpniowy i pewien dzień majowy, wszystkie pogodzenia i zmiany perspektywy, wyjazdy bliskie i dalekie, wędrówki po górach i lasach.

***

zmęczyła się.
został już tylko ten największy. słój-gigant.
podpisała go wszystkie plany, wyobrażenia wspólnego życia, przyszłe wędrówki i wycieczki, wspólna wigilia, chata w górach, ognisko za domem, konie na polu, żeglowanie, wszystkie wschody i zachody słońca, które mieli zobaczyć razem, książki i filmy, które mieli omówić, muzyka, którą mieli odkryć, potrawy, których mieli posmakować, dotyk swych dłoni na twarzach, upojenie grzanym winem i kochanie się na podłodze przy kominku, wspólne karmienie rybek.

***

skończyła.
największy słój wciąż wypełniony był tylko do połowy.
the winter is coming,
ale dobrze się przygotowała – zapasów starczy aż do wiosny. ułożyła weki na szafce w piwnicy, jak za dawnych lat. ten olbrzymi schowała poza zasięgiem wzrostu i wzroku, wspinając się na jakiś zapomniany pieniek do rąbania drewna.

a kiedy maleńkie rączki zechcą kiedyś sięgnąć do niepełnego pojemnika, ściągnie go z górnej półki, postawi na betonowej podłodze i pozwoli im wrzucać do środka, co tylko zapragną.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.

jednym zdaniem

Dlaczego wszystko, co sprawia nam radość, wszystko, czemu przypisujemy urok piękna, wszystko, co odziewamy w szatę ideału, kończy się czymś brudnym, głupim, nędznym lub śmierdzącym, dlaczego nietrwałość jest cechą absolutu, a wzniosłość i triumf nie są jego finałem? Miłość kona w znudzeniu, upodleniu lub zazdrości, dobroć w spektakularnych filantropiach, książka w składzie makulatury, poezja w ocenach szkolnych belfrów, konie wyścigowe w jatkach rzeźników, demokracja w tłumie, wolność w ZOO, sława w megalomanii, wiedza w pysze, cacka na śmietniku.
Waldemar Łysiak “Konkwista”

 

bo ideały istnieją tylko w literaturze, a sama miłość to za mało.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.