jeszcze raz

Posted on
sky

najmniej liryczny wpis o miłości, na jaki mnie w tej chwili stać.

– w życiu nie ma przypadków
są tylko koincydencje – mówię
uśmiechasz się, a po chwili dodajesz:
– cieszę się z tego odwołanego kursu, wiesz?

***

jeśli chcesz
zbudujemy sobie własne tokio i będziemy snuć się jego ulicami oglądanymi w 8k
wyrazistymi jak nasze twarze poorane zmarszczkami
przeżytych dni
byłych kochanków
walki o rację
będziemy przechodzić przez wielkie skrzyżowanie
pasami we wszystkie strony
jednocześnie
i wiedzieć, że nie mamy czasu
stać na czerwonym

zbudujemy sobie osobny świat
pod tym starym parasolem
obejmę cię mocniej
niż wtedy
wychodząc z autobusu

dopiero gdy odpuszczam kontrolę
przypominam sobie, że
kochając, wracamy do raju
dlaczego go tracimy
nie wiem
wiem tylko, że miłość do ciebie
pachnie haszyszem i liczbą trzynaście
(zapomniałam, co miałam na myśli)

znowu
wyobrażam sobie że jestem płytą
którą nakładasz na gramofon i delikatnie nastawiasz igłę
znowu
tańczę do lebanese blonde

to nic, że nie mamy lodówki i pralki
nie musimy jeść i jesteśmy czyści
zjadasz mnie po kawałku, zaczynasz od stóp
(i mówisz, ze nie mogą być szerokie, skoro mieszczą ci się całe do ust)
ten, kto tak twierdzi jest idiotą
śmieję się i zanurzam w black afgano
wdycham go nosem, skórą i porami
by został we mnie na zawsze

taka jest moja
sztuka tworzenia wspomnień

poznajmy się jeszcze raz