las

spaceruję

zimno i wietrznie dziś.
wieczne dziś. nareszcie nie jutro, nie wczoraj.
chodzę po lesie i jestem kałużą, błotem, jestem niebem, konarami na tle chmur. śpiewam twoje imię, kołysankę dla nieznajomej.  nic innego nie przychodzi mi do głowy. skupiam się na odgłosach przyrody i moje własne dźwięki wydają mi się ułomne i nie na miejscu. oddaję pole do popisu ptakom, szumowi drzew i szelestom przemykających tu i ówdzie zwierząt.
powtarzam więc to miłe słowo kilkadziesiąt razy, przeciągam na samogłoskach, aż wbija mi się w najodleglejsze zakamarki umysłu. oswoiłam je.

wyobrażam sobie twoją twarz i głos. jaka będziesz, mała?
spokojna, jak woda w strumyku, cicho płynąca pomiędzy kamieniami, czy narowista, niczym młody źrebak? wyobraźnia podsuwa mi najróżniejsze obrazy, wrodzony realizm wygrywa z pesymistycznymi wróżbami. optymizm włącza się na samym końcu, jak zwykle.
będziesz…

boję się, a jednocześnie nie mogę doczekać twego widoku. ten strach nie zniknie już nigdy, wiem o tym. ale chcę, żebyś już przyszła.

jestem gotowa.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.