koincydencje

gdyby ta głupia asystentka wysłała do niej wycenę remontu od razu, gdyby ona nie była taka naiwna i nie pozwoliła panu Zdzisiowi kafelkować jej łazienkę, a on by jej tak epicko nie spierdolił i gdyby nie wystawiła potem w necie ogłoszenia o ponownym remoncie i nie zadzwoniła bezpośrednio  do niego, to…
niczego by to nie zmieniło.
przecież musiało tak być – właśnie w tym momencie uświadomiła sobie, że to nie zbieg jakichś magicznych okoliczności sprawił, że się spotkali. jakby inaczej być nie mogło, kula śnieżna już spadała i zamieniała się w lawinę, która miała przykryć ich oboje.

bo od samego początku na przeszkodzie stało wszystko.  czas, miejsce, okoliczności, ludzie. rozum. przeszłość i przyszłość. teraźniejszości nie było. było tylko ciągłe pomiędzy.
przeczucia trzepały ją w pysk na odlew, mówiąc: uciekaj głupia, będziesz cierpieć. szuflady pełne obcych fatałaszków krzyczały do niej: pojebało cię? czego tu chcesz? gruczoły łzowe już zregenerowane?  rozum powoli wygaszała, a intuicję tłumiła tak dobrze, że pięć razy wmawiała jej, że się myli.

taka twardzielka.
marzycielka.

coraz bardziej zatracała się w świecie, który nie był jej. wsysał ją jak odkurzacz. wpadła do worka, razem z kurzem, sierścią kota i ziarenkami piasku, nie wiadomo skąd. te ziarenka często wpadały jej do oczu, musiała mrugać, bo kłuło. ale wtedy bolało jeszcze bardziej, wlewała wodę, robiła z oczu fontannę.  a on brał ją na słońce i mówił: płacz, zrobimy tęczę!  był bardzo czuły, jak klisza fotograficzna. prześwietlona. i gdy ona mówiła mu, że dalej tak nie może, że jego skarpetki i nie jej majtki, on odpowiadał jej, że histeryzuje. że jest wariatką.
bo była, ale nie wariatką. dawno powinna zauważyć, że jest gąbką na emocje. chłonęła wszystko, za ich dwoje. była pienistą królową uczuć, które wylewały się na stół, blat i łóżko. pod tą pianą chciała ukryć wszystko, czego między nimi brakowało.

zdecydowania.
i słowa spróbuję.

gdy zrozumiała, że po raz drugi w życiu walczy o kogoś, kto nie walczy o siebie, spakowała go i położyła się do łóżka. on wziął rzeczy i wyszedł, swoją walkę przegrał dawno temu. to jednak nie miało żadnego znaczenia. bo można przegrać walkę, a mimo to wygrać bitwę.

widzialne ślady niedających się znaleźć zasad.
koincydencje.
one nie mogą mieć znaczenia.

– Kochankowie spotkali się zbyt późno – powiedziała Agnieszka. Ziewnęła, chciało jej się spać. Grzegorz roześmiał się.
– Agnieszka – powiedział uwalniając dłoń z uścisku – odłóż to między bajki. Jestem niewiele starszy od ciebie, ale mogę ci powiedzieć: nie widziałem jeszcze ludzi, którzy spotkaliby się w dobrym miejscu życia. Takiego miejsca w życiu nie ma i być nie może. Zawsze zdaje sie, że jest zbyt późno czy zbyt wcześnie; że zbyt wiele doświadczenia albo że zbyt mało. Zawsze coś stoi na przeszkodzie. To nie może mieć znaczenia.

„Ósmy dzień tygodnia” M. Hłasko

Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.