o północy w Paryżu żerują tylko nocne zwierzęta

tchórzostwem jest nie kochać, bądź kochać źle, powiedział Ernest H. do Gila. tak było – kochałeś mnie źle, albo nie kochałeś wcale. jak Picasso widziałeś we mnie kurwę o wulkanicznej huci, jednego dnia chciałeś ze mną żyć, drugiego ze swego życia wypierdolić. dokładnie tak samo, jak ognisty Hiszpan, przekonany o swej wielkości i patrzący na Adrianę, jak na wulkan namiętności w łóżku. a ona to coś więcej, niż sztuczki, których nauczyła się od panienki z Placu Pigalle, to więcej, niż piękna twarz, zgrabne pośladki i piersi falujące nad jego głową w spaźmie uniesień.

***

pamiętasz zdjęcie zrobione na wielkich kamieniach, w blasku zachodzącego słońca? wyglądam na nim, jak kobieta z lat dwudziestych, sam to powiedziałeś, a ja przyznałam ci rację. byłeś daleko, ale jednocześnie ze mną, siedzieliśmy tam razem. moja twarz na fotografii jest jasna i spokojna, jakbym znalazła się w swojej epoce. rzadko kiedy miałam taką twarz, gdy byłeś blisko. dopiero teraz, od czterech miesięcy, czuję się tak, jak na tamtym zdjęciu. taka… całkowita i na swoim miejscu. bo ty nigdy nie żyłeś obok, nie było cię ze mną w teraźniejszości. zawsze przebywałeś w minionym, w które zaplątałeś się tak, że dzień dzisiejszy dla ciebie nie istniał. nie widziałeś mnie realnej, jasnej i czystej, bo obrazy z twej pamięci zacierały moje prawdziwe oblicze. a ja robiłam się coraz bardziej przezroczysta i nie-swoja, traciłam zmysły, by nie widzieć, nie słyszeć i nie czuć tego, co mi robisz. obca, nawet dla siebie. nie rozumiałam, jak możesz wciąż osądzać mnie tak krytycznie i bezpodstawnie.
ale teraz już wiem. piękno, dobro i miłość jest w oku patrzącego. a w twoich była tylko huć.

kiedyś myślałam, że najgorszym uczuciem, jakie mogę sobie wyobrazić, jest nie ufać osobie, którą kocha się najbardziej na świecie. teraz wiem, że bardziej boli, gdy ta osoba nie ufa tobie.

***

Hemingway powiedział też, że kobieta dorównuje odwagą mężczyźnie, a on chyba wiedział, co mówi. więc wolę zaczekać na swego Gila, który będzie ze mną żył tu i teraz, będzie widział mnie taką, jaką jestem. który pójdzie ze mną na spacer w deszczu i nie będzie przejmował się, że mokną mu włosy i buty. z kim będę umierać co noc, a nad ranem zrobimy wspólnie najlepszy omlet na świecie.
i nazwę go la petite morte.
który będzie rozumiał, że choć zawsze czegoś brakuje, czegoś, co wzbudza w nas nostalgię i marzenia o innych światach, to jednak lepszego świata nie będzie, niż ten, który jest nam dany.

a jeśli się nie doczekam, to będę chodzić po deszczu sama. bardzo to lubię. albo z kimś w małych, żółtych kaloszach i czerwonej pelerynie. i to będzie równie wspaniałe.

***

wszystkiego najlepszego w dniu urodzin.
może ja w swoje dostanę kolczyki? od kogoś, kto odważy się mnie kochać w mojej bajce?
w tej bajce nie będzie bezsennych, nocnych zwierząt, które we mnie nie wierzą.
one zostaną przy swoim stoliku.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.