coraz mniej

coraz mniej

zabawne, że był czas, gdy radował go fakt, że kupił sobie szczoteczkę do zębów za pięć złotych, a teraz kupno elektrycznej cieszy go dwa dni.
zabawne, że umiał oddać się czytaniu książek z taką pasją że koleżanka w podstawówce napisała o tym wierszyk: gdzie jest On z tamtych lat? z książkami poszedł w świat.
zabawne, że nigdy nie przychodziło mu wtedy  do głowy, że jest nieszczęśliwy, bo nie ma dziewczyny, a wszyscy kumple już mają.
a później coś pierdolnęło i zmieniło mu mózg w papkę. i już nigdy nie czuł się tak, jak będąc dzieckiem czy nawet nastolatkiem.
dorosłość objawiła się ciągłym poczuciem niepokoju, niepewności, jakimiś chorymi emocjami. dziwnymi oczekiwaniami, że druga osoba spełni jego oczekiwania i będzie żyła według jego prawilnych zasad.  niepotrzebnymi aktami zazdrości, gdy tak się nie działo.

pewnego szarego poranka obudził się dziwnie wcześnie i pomyślał, że jeśli to prawda, że życie zatacza krąg co 18 lat (a może co 9, ale na jedno wychodzi), to może warto wrócić do pewnych dobrych przyzwyczajeń? może jest jeszcze szansa, by poczuć to, nad czymś we wczesnej młodości nie trzeba się było nawet zastanawiać?
zachwyt.
wdzięczność.
szczęście.

przecież wszystko jest tylko nawykiem, który można wyćwiczyć.

tylko czym ma się zachwycać, gdy deszczowa szarówka przytłacza myśli, niewyspanie powoduje ból głowy, a szef/kobieta/facet/dziecko/pani w sklepie drze codziennie ryja, bo tak lubi?
za co ma być wdzięcznym, jeśli nic ciekawego go nie spotyka, kasy brak, a jego stary samochód znowu rozkraczył się na drodze?

a co jeśli tak naprawdę to wszystko nie ma żadnego znaczenia? jeśli to, co go spotyka, całe jego otoczenie, wcale nie wpływa na niego tak, jak sobie to wmawia? jeśli to on kontroluje swoje nawyki, postrzeganie i odczuwanie cierpienia? jeśli to panujący system/matrix usiłuje wmówić mu, że jest nieszczęśliwy, bo czegoś nie posiada, gdzieś nie był, czegoś nie widział, nie jest z KIMŚ? że jest gorszy, bo jest za gruby/ za chudy/ ma za duży nos/ za krótką brodę/ za niebieskie oczy/ jest za niski/ za wysoki?

co wtedy?

wtedy okaże się, że dawno temu podskórnie wyczuwał, że jest panem swojego życia, swojej przyjemności i swojego odczuwania szczęścia.
bo wystarczyło słońce za oknem, by czuć radość, że może pobiegać. bo ma nogi, ręce, bo umie się poruszać. bo czuje zapach trawy i to cholerne słońce świeci mu prosto w twarz. albo kapie na nią deszcz i on też jest fajny.
bo może pojeździć na rowerze i nie potrzebuje do tego nikogo. bo może wziąć książkę, albo komiks i na trawie/balkonie/w fotelu czytać ją i czytać. że nie czujesz głodu, gdy jesteś w krainie wyobraźni.

dlaczego tak łatwo o tym zapomniał? dorósł? dojrzał? taaa…
dlaczego pozwolił wdrukować sobie te wszystkie: tak trzeba, co ludzie powiedzą, no jak tak można, nie masz jeszcze najnowszego smartfona?, naprawdę masz tylko trzy pary butów? nie masz instagrama/fejsbuka? to jak ty egzystujesz? nie byłeś nigdy w Tajlandii/Egipcie? nie jesz jarmużu? jesz mięso? nie jesz mięsa? itp. itd.
dlaczego czuje pod skórą, że coś jest nie tak, że cofnął się w rozwoju, pomimo ukończenia kilku szkół po drodze, zdobycia prawka, zatrudnienia w stabilnej firmie, znalezienia żony i rozmnożenia się? czy nie o takim życiu marzył?

na szczęście była sobota i mógł kontynuować rozmyślania, pomimo, że powoli zaczynał czuć ssanie w żołądku. zadawał pytania w swojej głowie, ale kto miał na nie odpowiedzieć, nie wiedział.
dlaczego jest tak, że dopiero, gdy nagle „znikąd” pojawia się jakaś choroba, umiera ktoś ważny dla ciebie, albo po przeczytaniu jakiejś książki, zobaczeniu filmu, doświadczenia czegoś mocniejszego, niż zwykle, doznajesz chwilowej iluminacji? i wtedy przypominasz sobie coś, co dawno temu wiedziałeś, ale pozwoliłeś sobie zapomnieć?
przypominasz sobie, że żaden człowiek nie da ci szczęścia, jeśli sam się o nie nie zatroszczysz. że jedynym człowiekiem, który może dać ci szczęście jesteś ty sam. że ci, którzy odbierają ci energię do życia, energię twórczą, energię do radości i czucia się dobrze, powinni odejść precz. wraz ze swymi niestrawionymi problemami (trudno cokolwiek naprawić, jeśli się ma zerową samoświadomość), razem ze swymi psychozami, paranojami, czy ego wielkości sekwoi. pan z nimi, nie z duchem twoim.
zaśmiał się w duchu z tego porównania, bo fraza ta również została wdrukowana mu bardzo dawno temu.
jak może być szczęśliwy, będąc w związku z kimś, przy kim nie jest sobą? kto żyje według norm społecznych, którymi on gardził od zawsze? kto oczekuje od niego wypełniania obowiązków, na które nigdy się nie godził, bo nigdy ich wspólnie nie przedyskutował? albo mówił przez chwilę jego językiem, a później postępował zupełnie inaczej?

wyszedł na balkon, zapalił papierosa i obserwując wstający dzień, kontynuował rozważania. już nie myślał tylko o swoich doświadczeniach i rozterkach, ale wrócił do tematu, którym interesował się niegdyś bardzo dogłębnie. napisał o tym nawet pracę magisterską (sic!).

a jeśli szczęścia nie da ci drugi człowiek, jak możesz sądzić, że da ci je jakakolwiek rzecz? jeśli całe życie spełniałeś oczekiwania innych, rodziny, społeczeństwa, religii… to co się dziwisz, że nagle budzisz się z ręką w nocniku? że tak naprawdę to ciebie nie ma? co jeśli całe życie poświęciłeś na inwestowanie w swój wygląd (fitnessy sritnesy, siłki, hybrydy, rzęsy, szmaty co sezon nowe, samochody dla sąsiada, gazety i seriale dla debili, gadżety i inne pierdoły), a swój mózg potraktowałeś jak kloakę? czy nie rozumiesz, że ciemnymi i słabymi ludźmi łatwiej jest sterować? że twoje potrzeby, to tak naprawdę nie twoje prawdziwe odczucia, lecz zaprogramowane przez specjalistów, rozdmuchane do granic możliwości fantasmagorie?
system cię wessał.

budzisz się czasem w nocy i wiesz o tym, ale nad ranem wydaje ci się to tylko głupim snem. wstajesz do pracy, wypijasz kawę i życie toczy się dalej… czekasz do piątku, weekend mija, nawet nie wiesz kiedy i od poniedziałku znowu to samo. trybik w pierdolonym mechanizmie kupowania, obłudy i ułudy. tu śmieszny kotek na fejsie, tam jakaś tępa laska z mejkapem grubości dżemu truskawkowego na twarzy… koleś z durnym kucykiem, przekonujący cię, że tylko kredyt sprawi, że święta będą nie-za-pom-nia-ne!
fajka, alkohol, dragi, zumba, bieganie, chipsy i snickers przeganiają chwile, kiedy twoja świadomość próbuje walczyć. programy w twojej głowie, jak w pralce. który dziś ci włączono? odwirowanie?

czasem poziom cukru, dopaminy i serotoniny spada, dostajesz delirki, a w głowie pojawia się pytanie: borze liściasty, gdzie jest przycisk STOP?

teraz też dostał delirki, z zimna. wrócił do pokoju, włożył bluzę i z tyłu głowy usłyszał głos:

poszukaj go w sobie.
jesteś tylko tu i teraz. przeszłość minęła, a przyszłość jeszcze nie nadeszła.
żyj po swojemu. kochaj siebie i swoje ciało, jakiekolwiek ono jest. bo jest piękne i doskonałe. a ty nie jesteś swymi błędami, ani emocjami. nie żałuj, że ich doświadczasz, bo one przybliżają cię do samoświadomości. walcz ze złymi przyzwyczajeniami i nawykami, to one kształtują ciebie, twoje myślenie, wzorce i życie.

nic nie musisz. nawet być szczęśliwy.
ale możesz.

spojrzał na śpiącą w łóżku kobietę i już wiedział, co zrobić.

***
Poleć wpis innym, jeśli ci się spodobał.